Nabór na obóz PJM przedłużono do 27 czerwca!

Uwaga! W vlogu NIESPODZIANKA!

Oto kolejny vlog na temat obozu i chyba już ostatni.

Tym razem dodałam niespodziankę dla Was, tak więc usiądźcie sobie wygodnie i napiszcie mi proszę, czy chcecie więcej takich wstępów?

oryginalna wersja poezji miganej

 

Inne vlogi (część 1,2,3,4,5,6) do obejrzenia –> KLIK <—

Nabór trwa do 27 czerwca!

Cena:

– zakwaterowanie jedna doba 30 zł (w cenie zakwaterowania nie jest wliczony koszt wyżywienia. Wyżywienie we własnym zakresie)

– kurs PJM A1 i A2 – 60 godzin dydaktycznych – 700 PLN (w cenie kursu nie jest wliczony koszt egzaminu końcowego. Dla chętnych istnieje możliwość przystąpienia do egzaminu w trakcie obozu)

– warsztaty B1/B2  – 30 godzin dydaktycznych – 350 PLN – warsztaty te są dla osób, które mają już ukończony A2 lub B1, ale chcą wciąż doskonalić i utrwalić język migowy.

Rezerwacja następuje poprzez wypełnienie FORMULARZA.

Osoby, które zgłosiły się na obóz PJM poprzez wypełnienie formularza proszone są o dokonanie wpłaty zadatku w wysokości 150 PLN bądź całości ceny do 31 maja 2018r. Więcej informacji w zakładce PŁATNOŚĆ.

Informacje na temat egzaminu końcowego oraz uzyskania dyplomu znajdują się w zakładce EGZAMIN.

Zaś informacje na temat zasady kwalifikacji na dany poziom PJM-u znajdują się w zakładce ZASADY KWALIFIKACJI.

Dodatkowe informacje: migamy.pjmem@gmail.com

Reklamy

Trzy lata minęło jak jeden dzień

34

O porzuceniu stałej pracy i stworzeniu firmy myślałam już dużo wcześniej. Od myślenia do czynu upłynęło szmat czasu. Wiele rzeczy przed dokonaniem takiego czynu mnie powstrzymywały – nie czułam się psychicznie przygotowana skoczyć na głęboką wodę, bałam się zaburzyć tą dotychczasową stabilność i bezpieczeństwo, a przede wszystkim obawiałam się strachu przed porażką i nieznanym. Bałam się, że porażka mnie psychicznie zgniecie. W momencie wypowiedzenia pracy praktycznie, a nawet teoretycznie nie miałam żadnej gwarancji, że uda mi się zrealizować swój cel. Właściwie nigdy nie było idealnego momentu na wyznaczenie magicznej daty zarejestrowania działalności gospodarczej w Urzędzie Miasta. Miałam 32 lata i pewnego dnia rano obudziłam się i powiedziałam sobie „koniec ze zwlekaniem! Zmieniam życie. Zaczynam nowy rozdział życia!” I poszłam poinformować o tym świat.

Jako osoba niesłysząca na co dzień borykam z barierą komunikacyjną, która nierzadko utrudnia mi funkcjonowanie w społeczeństwie, ale zawsze jakoś na swój sposób radziłam sobie z tym. Raz lepiej, raz gorzej. Wmawiam sobie, że to nie moja wina, że społeczeństwo słyszących nie potrafi dostosowywać się do naszych potrzeb. Jedni pukali w czoło strasząc mnie papierologią i wysokimi opłatami składek do ZUSu i podatków do Urzędu Skarbowego, bo kokosów od razu zarabiać nie będę przecież. Inni wyśmiewali się ze mnie, bo jak będę rozmawiać, negocjować z ludźmi? Jak z rozmową telefoniczną? No jak?! Ja głucha chcę sama prowadzić firmę? Oszalałaś?! Ja odpowiedziałam, że nie wiem jak, ale coś wymyślę, coś na to poradzę – w końcu mamy XXI wiek i są alternatywne metody komunikacji z klientami. Wysysali ze mnie zapał i energię, ale ja się nie dałam, robiłam swoje. Na szczęście nie brakowało wokół mnie osób, którzy wspierali mnie, pomagali jak mogli i trzymali kciuki za powodzenie.  Ja byłam uparta i dążyłam do zrealizowania celu, chociaż do końca nie wiedziałam jak. Zaczynałam od zera, od czegoś trzeba było zacząć. Owszem bałam się, ale nie chciałam zrezygnować z marzeń i pasji. Musiałam wykazać się odrobiną odwagi i wyjść poza swoją strefę komfortu.

Przez 6 lat pracowałam w bibliotece, a konkretnie zajmowałam się gromadzeniem i wprowadzaniem zbiorów książek do baz danych w specjalnym programie przeznaczonym do tego. Także jak niektórzy myśleli, nie pracowałam w wypożyczalni książek, gdzie piłam sobie kawusię, malowałam paznokcie i czytałam cały regał książek. Codziennie wykonując te same zadania czułam, że marnuję swój potencjał, nie miałam tu szans na rozwój osobisty i poszerzanie nowych horyzontów. Licząc na to, że zdobędę jakąś nową wiedzę z tego zakresu zapisałam się na studia bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jak się okazało niczego nowego się nie dowiedziałam i zmarnowałam tylko swój czas. Praca ta odbierała mi energię, ale bałam się zmiany. Ten strach długo mnie paraliżował przed podjęciem decyzji, ostatecznie musiałam pokonać strach i oznajmić wszystkim o swoim zamiarze.

Przypomina mi to sytuację, kiedy to 6 lat temu w 2012 roku pokonałam jedną z najtrudniejszych tras w Tatrach, czyli Orlę Perć, a właściwie to jej fragment. Przez 14 godzin wędrówki, wspinania po granach strach cały czas mi towarzyszył – a to czy nie upadnę, a to czy nie pośliznę się, a to czy ten kamień nie jest ruchomy. Potem doszły bóle w stopach i w stawach, a także wyczerpanie psychicznie. Tak, w górach psychicznie zsiadłam. W górach nie tylko ważne jest przygotowanie fizyczne, ale i psychiczne – ja na to drugie nie byłam przygotowana. Gdy słońce już zaszło, na polanie i w lesie zapadła czarna noc. Ten strach jeszcze bardziej potęgował, że byłam gotowa zrezygnować z dalszej wędrówki. Koniec końców dotarłam do domu. Wszyscy gratulowali odwagi, ale tylko ja wiem, co przeżyłam walcząc ze słabością spowodowaną strachem i wyczerpaniem psychicznym. Droga z Orlej Perci do domu jak i droga do sukcesu w firmie była trudna, kręta, wiele przeszkód musiałam pokonać, podejmując ryzyko zawsze towarzyszył mi lęk. Siedząc na polanie miałam chwilę słabości i odmawiałam dalszej wędrówki, ale podniosłam, szłam dalej i dotarłam do celu. Tak samo z firmą, miewam kryzysy i porażki, ale ostatecznie wstaję, zakasam rękawy i biorę się do pracy.

Suma summarum niczego nie żałuję, warto było zaryzykować. Przed podjęciem jakiejkolwiek arcytrudnej decyzji mawiam, że jak nie spróbuję tego, to się nie dowiem, czy warto było próbować, zresztą co szkodzi spróbować? Odkąd pamięcią sięgam zawsze byłam takim niespokojnym duchem i chciałam wszystko sama robić. Jako dziewięciolatka, gdy uczęszczałam do szkoły dla niesłyszących, które było od domu oddalone o jakieś 4-5 km to codziennie moja Mama samochodem mnie woziła do szkoły. A ponieważ wstydziłam się tego, że Mama mnie do szkoły za rączkę odprowadza i miałam wrażenie, że za moimi plecami cały świat się ze mnie śmieje. Więc zamiast mnie podrzucać pod samą szkołą to chciałam, żeby zatrzymywała się jakieś 500 metrów od szkoły z dala od ciekawskich wzroków dzieci, a resztę drogi do szkoły pokonywałam sama na nogach. Dopiero w 5 klasie mając 11 lat dostałam pełną zgodę od rodziców na samodzielną wyprawę do szkoły tramwajem. A jaka byłam z siebie dumna! Jako siedemnastolatka miałam takie marzenie, żeby skończyć liceum i wyjechać na studia oddalone o 400 km od mojego domu rodzinnego. Moi rodzice choć nie do końca byli zachwyceni moją decyzją, dali mi wolny wybór i pomagali w realizowaniu mojego celu. I tak się stało, że po maturze razem z mężem, wówczas chłopakiem wyjechaliśmy na studia w Siedlcach. Była to jedna z moich najlepszych decyzji w moim życiu. 5 lat studiów w Siedlcach to jeden z najlepszych okresów w moim życiu.

Jedni wolą życie stabilne, przewidywalne, nie potrzebują adrenaliny i akceptują to co społeczeństwo im narzuca. Inni szukają szczęścia, idą za głosem swego serca i za marzeniami. Każdy z nas ma wybór.

Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia, ten kto odtwarza codziennie te same ścieżki.

Powoli umiera […] ten kto nie podejmuje ryzyka spełnienia swoich marzeń, ten kto chociaż raz w życiu nie odłożył na bok racjonalności.

Pablo Neruda

Wspomnienia ze szkoły średniej

Po długiej przerwie wreszcie wracam do pisania bloga. Tym razem chciałabym opowiedzieć Wam moją historię, a mianowicie moją edukację w szkole średniej, która przypada na okres 1997 – 2001.

Ci co nie są na bieżąco z moją edukacją od przedszkola do szkoły podstawowej odsyłam do starego bloga.

W pierwszym dniu szkoły średniej dotarło do mnie, że właśnie otworzył się nowy rozdział mego życia, a zarazem przerażała mnie ta cała perspektywa czteroletniej edukacji w liceum masowym, tym bardziej, że miałam ogromne wątpliwości we własne możliwości w osiągnięciu sukcesów szkolnych. Przed oczami miałam same czarne wizje. Zmiana szkoły, nauczycieli i rówieśników, a także nagły wzrost poziomu nauczania było dla mnie źródłem olbrzymiego stresu.

Pierwsze dwa miesiące nauki w nowej szkole były dla mnie silnym przeżyciem emocjonalnym jak i psychicznym, były naznaczone ogromnym stresem, który nierzadko powodował u mnie psychosomatyczne objawy tj. silne bóle brzucha, bóle głowy, uczucie zmęczenia (często przez to urządzałam popołudniowe drzemki, normalnie nie mam zwyczaju tego robić), uczucie zimna, drżenie. Przez cały czas takie uczucie mnie towarzyszyło w szkole.

 

Dezorientacja treści zajęć, trudności ze zrozumieniem pytań kierowanych do mnie, bezradność, brak swobodnych kontaktów z rówieśnikami spowodowały u mnie zaniżanie poczucia własnej wartości, zagubienie oraz niepewność. Cała ta sytuacja spowodowała, że wyrażałam pełną gotowość do rezygnacji z tej szkoły i przeniesienia się do specjalnego liceum ekonomicznego dla niesłyszących we Wrocławiu. Byłam przekonana, że nie pasuję w ogóle do tego otoczenia i że to nie jest „mój świat”. Ogarniało mnie uczucie głębokiego załamania, wyczerpania psychicznego i totalnej beznadziei. Gdyby nie wsparcie ze strony moich rodziców, a szczególnie mojej Mamy nie zdołałabym wyjść z głębokiego załamania psychicznego. Ostatecznie doszłam do wniosku, że nauczanie w szkole masowej było jedyną bramą, która otwierała szanse na wszechstronnie zdobycie wiedzy, gdzie w szkole specjalnej taka możliwość byłaby ograniczona. Dlatego pogodziłam się z takim stanem rzeczy i wyznaczyłam sobie cel –  byle przetrwać te 4 lata, skończyć liceum i zdać maturę. Balansowałam między dwoma światami – życie poza szkołą spędzałam wśród swoich, czyli świecie ciszy, a w szkole wbrew swojej woli – w świecie słyszących.

Nieco podniósł mnie na duchu fakt, że dyrekcja szkoły podjęła decyzję podziału dwóch klas uwzględniając ich osiągnięcia w nauczaniu. Uczniowie, którzy osiągnęli średnią oceń ze wszystkich przedmiotów powyżej 36, byli przeniesieni do klasy A z rozszerzonym poziomem nauczania. Zaś Ci, którzy uzyskali średnią poniżej 35 pozostawali w klasie B. Ku mojemu zaskoczeniu osiągnęłam średnią powyżej 38 i w związku z tym miałam przenieść się do klasy A. Po długich przemyśleniach odrzuciłam tą możliwość twierdząc przy tym, że i tak poziom nauczania był na tyle wysoki, że ledwo byłam w stanie podołać wymaganiom szkolnym.

Przez całe 4 lata nigdy nie miałam indywidualnych lekcji, jedynie tylko kilka razy korzystałam z indywidualnych zajęć z języka polskiego, ale ostatecznie z niego zrezygnowałam, ponieważ nie miałam z niego żadnych korzyści. Moim największym problemem było samodzielne pisanie wypracowań, popełniałam błędy fleksyjne jak i stylistyczne, ale wraz z upływem czasu częściowo uporałam się z tymi trudnościami. To była po prostu kwestia czasu i opanowanie polszczyzny w pełni nie mogło nastąpić z dnia na dzień. Z pozostałymi przedmiotami radziłam sobie w miarę dobrze, miałam swoje ulubione jak i nielubiane przedmioty (szczególnie historia i fizyka). Gdy pojawiały się trudności ze zrozumieniem treści materiału z danego przedmiotu (głównie przedmioty ścisłe, czyli fizyka i chemia), o ile było to możliwe brałam prywatne korepetycje. Z matematyki oraz z angielskiego przez całe 4 lata systematycznie brałam prywatne lekcje, które pomogły rozszerzyć kompetentnie wiedzę i pozwoliły mnie lepiej przygotowywać się do matury.

Maturę zdałam i w końcu opuszczając mury szkoły średniej trzymając w ręku świadectwo dojrzałości byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Długo czekałam na tę chwilę. Z jednej strony nie żałuję, że dałam sobie szansę na podnoszenie swej wiedzy pomimo wielu trudności, jakie napotykałam w tym czasie. Niejednokrotnie musiałam ponieść porażkę, żeby znów móc się podnosić, żeby stać się lepszym i silniejszym człowiekiem.  Z drugiej strony żałuję, że odebrano mi swój bezpieczny świat ciszy, zburzono moją tożsamość, że wylałam wiele łez z powodu porażki w kontakcie z ludźmi słyszącymi.

 

III edycja letniego obozu PJM w Wiśle

III edycja letniego obozu PJM

Tradycyjnie po raz kolejny zapraszamy serdecznie wszystkich zainteresowanych na III edycję letniego obozu Polskiego Języka Migowego.

W tym roku podobnie jak w zeszłym roku przygodę z językiem migowym rozpoczniemy bądź utrwalimy w jednym z najpiękniejszych zakątków Polski, w Wiśle. Można miło spędzić wakacje z rodziną i jednocześnie podszlifować swe umiejętności językowe pod okiem profesjonalnych lektorów wśród okazałych beskidzkich gór.

Terminy:

  • Poziom A1                             9-15 lipca 2018r.
  • Poziom A2                            16-22 lipca 2018r.
  • Warsztaty B1/B2                  23-27 lipca 2018r.

Cena:

– zakwaterowanie –  jedna doba 30 zł (w cenie zakwaterowania nie jest wliczony koszt wyżywienia. Wyżywienie we własnym zakresie). 

Nocleg w agroturystyce w Wiśle – Jaworniku u Ewy Pilch 

kurs PJM A1 i A2 – 60 godzin dydaktycznych – 700 PLN (w cenie kursu nie jest wliczony koszt egzaminu końcowego. Dla chętnych istnieje możliwość przystąpienia do egzaminu w trakcie obozu)

warsztaty B1/B2  – 30 godzin dydaktycznych – 350 PLN – warsztaty te są dla osób, które mają już ukończony A2 lub B1, ale chcą wciąż doskonalić i utrwalić język migowy.

Rezerwacja następuje poprzez wypełnienie FORMULARZA.

Osoby, które zgłosiły się na obóz PJM poprzez wypełnienie formularza proszone są o dokonanie wpłaty zadatku w wysokości 150 PLN bądź całości ceny do 31 maja 2018r. Więcej informacji w zakładce PŁATNOŚĆ.

Informacje na temat egzaminu końcowego oraz uzyskania dyplomu znajdują się w zakładce EGZAMIN.

Zaś informacje na temat zasady kwalifikacji na dany poziom PJM-u znajdują się w zakładce ZASADY KWALIFIKACJI.

Dodatkowe informacje: migamy.pjmem@gmail.com

Dofinansowanie:

Istnieje możliwość ubiegania się o dofinansowanie kosztu kursu z PFRONU w 90%- 95% (z kwoty 700 PLN), więcej szczegółów w zakładce DOFINANSOWANIE.

Wniosek należy składać do 9 maja 2018r. najpóźniej 2 miesiące przed rozpoczęciem kursu. 

A przy okazji zapraszamy do obejrzenia galerii z I jak i II edycji obozu PJM w Wiśle: