Wspomnienia ze szkoły średniej

Po długiej przerwie wreszcie wracam do pisania bloga. Tym razem chciałabym opowiedzieć Wam moją historię, a mianowicie moją edukację w szkole średniej, która przypada na okres 1997 – 2001.

Ci co nie są na bieżąco z moją edukacją od przedszkola do szkoły podstawowej odsyłam do starego bloga.

W pierwszym dniu szkoły średniej dotarło do mnie, że właśnie otworzył się nowy rozdział mego życia, a zarazem przerażała mnie ta cała perspektywa czteroletniej edukacji w liceum masowym, tym bardziej, że miałam ogromne wątpliwości we własne możliwości w osiągnięciu sukcesów szkolnych. Przed oczami miałam same czarne wizje. Zmiana szkoły, nauczycieli i rówieśników, a także nagły wzrost poziomu nauczania było dla mnie źródłem olbrzymiego stresu.

Pierwsze dwa miesiące nauki w nowej szkole były dla mnie silnym przeżyciem emocjonalnym jak i psychicznym, były naznaczone ogromnym stresem, który nierzadko powodował u mnie psychosomatyczne objawy tj. silne bóle brzucha, bóle głowy, uczucie zmęczenia (często przez to urządzałam popołudniowe drzemki, normalnie nie mam zwyczaju tego robić), uczucie zimna, drżenie. Przez cały czas takie uczucie mnie towarzyszyło w szkole.

 

Dezorientacja treści zajęć, trudności ze zrozumieniem pytań kierowanych do mnie, bezradność, brak swobodnych kontaktów z rówieśnikami spowodowały u mnie zaniżanie poczucia własnej wartości, zagubienie oraz niepewność. Cała ta sytuacja spowodowała, że wyrażałam pełną gotowość do rezygnacji z tej szkoły i przeniesienia się do specjalnego liceum ekonomicznego dla niesłyszących we Wrocławiu. Byłam przekonana, że nie pasuję w ogóle do tego otoczenia i że to nie jest „mój świat”. Ogarniało mnie uczucie głębokiego załamania, wyczerpania psychicznego i totalnej beznadziei. Gdyby nie wsparcie ze strony moich rodziców, a szczególnie mojej Mamy nie zdołałabym wyjść z głębokiego załamania psychicznego. Ostatecznie doszłam do wniosku, że nauczanie w szkole masowej było jedyną bramą, która otwierała szanse na wszechstronnie zdobycie wiedzy, gdzie w szkole specjalnej taka możliwość byłaby ograniczona. Dlatego pogodziłam się z takim stanem rzeczy i wyznaczyłam sobie cel –  byle przetrwać te 4 lata, skończyć liceum i zdać maturę. Balansowałam między dwoma światami – życie poza szkołą spędzałam wśród swoich, czyli świecie ciszy, a w szkole wbrew swojej woli – w świecie słyszących.

Nieco podniósł mnie na duchu fakt, że dyrekcja szkoły podjęła decyzję podziału dwóch klas uwzględniając ich osiągnięcia w nauczaniu. Uczniowie, którzy osiągnęli średnią oceń ze wszystkich przedmiotów powyżej 36, byli przeniesieni do klasy A z rozszerzonym poziomem nauczania. Zaś Ci, którzy uzyskali średnią poniżej 35 pozostawali w klasie B. Ku mojemu zaskoczeniu osiągnęłam średnią powyżej 38 i w związku z tym miałam przenieść się do klasy A. Po długich przemyśleniach odrzuciłam tą możliwość twierdząc przy tym, że i tak poziom nauczania był na tyle wysoki, że ledwo byłam w stanie podołać wymaganiom szkolnym.

Przez całe 4 lata nigdy nie miałam indywidualnych lekcji, jedynie tylko kilka razy korzystałam z indywidualnych zajęć z języka polskiego, ale ostatecznie z niego zrezygnowałam, ponieważ nie miałam z niego żadnych korzyści. Moim największym problemem było samodzielne pisanie wypracowań, popełniałam błędy fleksyjne jak i stylistyczne, ale wraz z upływem czasu częściowo uporałam się z tymi trudnościami. To była po prostu kwestia czasu i opanowanie polszczyzny w pełni nie mogło nastąpić z dnia na dzień. Z pozostałymi przedmiotami radziłam sobie w miarę dobrze, miałam swoje ulubione jak i nielubiane przedmioty (szczególnie historia i fizyka). Gdy pojawiały się trudności ze zrozumieniem treści materiału z danego przedmiotu (głównie przedmioty ścisłe, czyli fizyka i chemia), o ile było to możliwe brałam prywatne korepetycje. Z matematyki oraz z angielskiego przez całe 4 lata systematycznie brałam prywatne lekcje, które pomogły rozszerzyć kompetentnie wiedzę i pozwoliły mnie lepiej przygotowywać się do matury.

Maturę zdałam i w końcu opuszczając mury szkoły średniej trzymając w ręku świadectwo dojrzałości byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Długo czekałam na tę chwilę. Z jednej strony nie żałuję, że dałam sobie szansę na podnoszenie swej wiedzy pomimo wielu trudności, jakie napotykałam w tym czasie. Niejednokrotnie musiałam ponieść porażkę, żeby znów móc się podnosić, żeby stać się lepszym i silniejszym człowiekiem.  Z drugiej strony żałuję, że odebrano mi swój bezpieczny świat ciszy, zburzono moją tożsamość, że wylałam wiele łez z powodu porażki w kontakcie z ludźmi słyszącymi.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s